Robert Winnicki ma, w mojej opinii, przynajmniej trochę racji:

Jeśli faktycznie uznamy, że wcześniejsza emerytura to swoista rekompensata za wysiłek opiekuńczy, to abstrahując od dyskusji, w jakim stopniu założenia o systemowej radykalnej asymetrii w zakresie tego wysiłku między kobietami i mężczyznami są nadal prawdziwe, jasne jest, że nie obowiązują w przypadku kobiet bezdzietnych.
Co więcej, nawet jeśli to statystycznie znacznie rzadsze, w tej chwili samotny ojciec, samodzielnie wychowujący dzieci, nie dostanie żadnej „rekompensaty”, którą z kolei otrzyma bezdzietna kobieta.
Wszystko to wydaje się radykalnie niesprawiedliwym, o ile ktoś wyznaje liberalny pogląd na preferowaną organizację społeczną, to znaczy przyjmuje, że ludzie powinni być traktowani w określony sposób przede wszystkim na podstawie swoich osobistych cech, sytuacji i działań, a nie tylko przynależności do grup, które mają jakieś „statystyczne” cechy.
Tu dochodzimy do kwestii hipokryzji konfederaty, czy może powinienem powiedzieć konfederatów: to partia illiberalnych zamordystów, więc śmiesznie i fałszywie brzmi to kwilenie.
Winnicki w przeszłości zapowiadał, że gdyby jego dziecko okazało się gejem lub lesbijka, torturowałby je aż „przestałoby być”. Ani on, ani reszta jego partii i środowiska nie popiera zniesienia dyskryminacji Polaków w związkach jednopłciowych w dostępie do formalizacji tych związków.
Zapytani o to, konfederaści zaczynają zwykle bełkotać o „pożytku dla społeczeństwa”, tudzież „przywilejach małżeńskich jako nagrodzie za robienie dzieci”.
Problem w tym, że to tego samego rodzaju bełkot, co wyśmiany właśnie przez Winnickiego w kontekście emerytur. Pary różnopłciowe mają prawo zawrzeć małżeństwo czy mają dzieci, czy nie mają. Różnopłciowa para emerytów może zawrzeć małżeństwo, że wszystkiego jego „przywilejami”, choć przynajmniej kobieta nie będzie już nawet biologicznie zdolna do zajścia w ciążę.
Winnicki to ordynarny hipokryta, ale z drugiej strony większość jego elektoratu to kretyni, więc to działa.