Kilka dni temu poszedłem nad rzekę porobić zdjęcia stworzeniom, które żerują wieczorem na rosnących w jej pobliżu kwiatach (u mnie o tej porze kwitną zawilce, ziarnopłony, kokoryczka i szczawik zajęczy). Wyszło kilka fajnych zdjęć mrówek i pająka — też je pewnie wrzucę wkrótce. Naprawdę zadowolony jestem jednak ze zdjęć, które zrobiłem, gdy wracając do domu, zauważyłem „brązowego owada” siedzącego na czubku źdźbła trawy.

Przysiadłem i szybko zorientowałem się, że to żaden „owad”, tylko dorosła samica kleszcza pospolitego (Ixodes ricinus):

Makrofotografia samicy kleszcza o czarno-czerwonym ciele, idącego po wąskim zielonym liściu trawy; tło rozmyte w intensywnych odcieniach zieleni.
Makrofotografia samicy kleszcza o czarno-czerwonym ciele, idącego po wąskim zielonym liściu trawy; tło rozmyte w intensywnych odcieniach zieleni.

Od lat próbowałem zrobić im zdjęcia w naturalnym środowisku, w pozie oczekiwania na ofiarę. Z każdym rokiem, gdy nieuchronnie jakieś łapałem, gdy żarłem doksycyklinę w trybie profilaktyki postekspozycyjnej, gdy jednocześnie nie byłem w stanie znaleźć żadnego i żadnej w trakcie sesji makro, moja irytacja rosła.

Tym razem nie tylko znalazłem tę jedną samicę. Trwając w pozycji słowiańskiego przysiadu, zacząłem się rozglądać i wkrótce naliczyłem trzy inne w promieniu może metra, wszystkie tkwiące w tych samych pozycjach, wszystkie wyglądające na dorosłe samice czekające na jakąś niepodejrzewająca niczego ofiarę:

Właściwa pora i uważne rozejrzenie się wystarczyły, by dość szybko ekscytacja z dawna wyczekiwanym tematem zdjęcia ustąpiła nieprzyjemnym urojeniom, że czuję, że coś po mnie chodzi.

Ciekawostki

Tak ponoć wygląda kleszczy seks oglądany pod mikroskopem elektronowym:

Mikroskopowe zdjęcie samca kleszcza kopulującego z samicą. Foto: Jana Bulantová, CC BY-SA 4.0.
Mikroskopowe zdjęcie samca kleszcza kopulującego z samicą. Foto: Jana Bulantová, CC BY-SA 4.0.

Samce, jak widać, są znacznie mniejsze od samic.

Dzisiejsze kleszcze należą w większości do jednej z dwóch rodzin:

  • kleszczowatych, jak nasz rodzimy kleszcz z moich zdjęć, które mają twarde, sztywne chitynowe pancerzyki (gdy opijają się krwią, komórki ich oskórka muszą się szybko dzielić, by produkować nowe tkanki i robić miejsce na krew);
  • obrzeżkowatych, zwanych też kleszczami miękkimi, jak nazwa wskazuje, ich idiosomy są elastyczne i rozciągają się, by zrobić miejsce na połykaną krew żywiciela.

Jest kilka gatunków w trzeciej rodzinie Nuttalliellidae, która najwcześniej oddzieliła się od reszty drzewa ewolucyjnego kleszczy i ma cechy obu bardziej wyspecjalizowanych grup.

Jak zawsze w przypadku pasożytów ciekawi mnie, jak wyglądali i jak żyli ich nie-pasożytujący przodkowie. Nie wiemy. Choć mamy trochę zachowanych w bursztynie skamieniałości kleszczy sprzed nawet dziesiątek milionów, wyglądają już mniej więcej tak jak te współczesne. Badania genetyczne wykazały, że najbliższą kleszczom grupą są pajęczaki z rodziny holotyrydów:

Sternothyrus braueri, ilustracja na podstawie fotografii Claude Kolwelter, CC BY 4.0.
Sternothyrus braueri, ilustracja na podstawie fotografii Claude Kolwelter, CC BY 4.0.

To wolno żyjący padlinożercy, wysysający płyn z ciał innych martwych stawonogów.

Choroby odkleszczowe

Kleszcze roznoszą choroby. Najczęściej boreliozę powodowaną przez krętki Borrelia burgdorferi:

W tej chwili trwają prace nad nową szczepionką (szury już szurzą).

Leczenie to standardowa antybiotykoterapia, zwykle trwająca dwa tygodnei (czasami dłużej w przypadku ostrzejszych form choroby). Należy wystrzegać się szarlatanów ILADS, przy czym pacjentów oszukują nie tylko typowi znachorzy, ale też niestety całe zorganizowane środowisko autentycznych lekarzy, którzy propagują niepotrzebne, groźne wielomiesięczne pseudo-terapie koktajlami lekowymi, stosowanymi na fikcyjną jednostkę chorobową „przewlekłej boreliozy”. W efekcie pacjenci cierpią, czasami umierają, na różne powikłania oszukańczych zabiegów.

Groźniejsze od boreliozy, ale na szczęście znacznie rzadsze, jest zakażenie wirusem kleszczowego zapalenia mózgu:

Czytamy, że:

Około dwóch trzecich zakażeń wirusem kleszczowego zapalenia mózgu (KZM) u ludzi przebiega bezobjawowo. W przypadkach klinicznych choroba ta często ma przebieg dwufazowy. Pierwsza faza (wiremiczna) trwa około pięciu dni (w zakresie od 2 do 10 dni) i wiąże się z występowaniem nieswoistych objawów, takich jak gorączka, zmęczenie, ból głowy, bóle mięśni oraz nudności. Po tej fazie następuje okres bezobjawowy trwający średnio siedem dni (w zakresie od 1 do 33 dni), który poprzedza drugą fazę choroby. W jej trakcie dochodzi do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego (zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie mózgu i opon mózgowych, zapalenie rdzenia kręgowego, porażenia, zapalenie korzonków nerwowych).
Podtyp europejski wiąże się z łagodniejszym przebiegiem choroby – druga faza występuje u 20–30% pacjentów, współczynnik śmiertelności wynosi 0,5–2%, a ciężkie powikłania neurologiczne pojawiają się u maksymalnie 10% chorych. U dzieci druga faza choroby ogranicza się zazwyczaj do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, natomiast u dorosłych powyżej 40. roku życia wzrasta ryzyko rozwoju zapalenia mózgu. U osób powyżej 60. roku życia odnotowuje się wyższą śmiertelność oraz częstsze występowanie trwałych powikłań.

Warto się szczepić, choć szczepionki, co oczywiste w państwie zwijającej się publicznej opieki zdrowotnej, nie są bezpłatne. Ostatecznie, największym zagrożeniem dla naszego zdrowia dzisiaj jest Donald Tusk.