W zeszłym roku media rozsmakowane w prawicowym zamordyzmie z zadowoleniem donosiły o grzywnie, jaką na Uniwersytet z Sussex nałożył brytyjski regulator. Tu przykład z Tygodnika Solidarność – udającej związkową pisowskiej gazetki zajętej głównie pchaniem skrajnie prawicowej ideologii i propagandy:

Zwolennicy wolności słowa na brytyjskich uniwersytetach świętują ogromne zwycięstwo! University of Sussex został bowiem ukarany rekordową grzywną w wysokości 585 000 funtów przez Office for Students (OfS), brytyjski organ regulujący szkolnictwo wyższe. Powód? Uniwersytet naruszał prawo, kneblując krytyków ideologii gender, w tym profesor Kathleen Stock. To wydarzenie jest nie tylko historycznym precedensem, ale także jasnym sygnałem, że skrajna lewica, narzucająca jednostronną narrację, nie będzie dłużej bezkarnie tłumić wolności akademickiej. Jeżeli tego spróbuje, następne kary będą jeszcze wyższe!

W typowej dla prawactwa manierze…

…skrajny zamordyzm i atak na wolność słowa, w tym wypadku wolność słowa studentów krytykujących poglądy wykładowców, nazywana jest „tryumfem wolności słowa”. Pięknie ilustruje to, jak bezcelową jest próba dialogu z prawicowymi ideologami: oni wszystko nazywają na opak. Wolność nazywają zamordyzmem, zamordyzm obroną wolności.

Prawica od lat kłamie w sprawie Stock. Oto jak Tysol opisał jej sprawę:

Wszystko zaczęło się w 2021 roku, kiedy profesor Kathleen Stock, wykładowca specjalizująca się w filozofii analitycznej, opuściła University of Sussex po fali protestów na kampusie. Powodem odejścia Stock była jej książka, w której kwestionowała, iż tożsamość płciowa ("gender") jest "społecznie bardziej znacząca" niż płeć biologiczna. Jej opinie podkreślające nadrzędne znaczenie biologii wywołały, oczywiście, gniew aktywistów trans. Na kampusie pojawiły się plakaty szykanujące kobietę, przedstawiające ją jaka agresora i wzywające do jej zwolnienia, a lewicowi studenci zorganizowali przeciwko niej huczne demonstracje. Według nich filozof powinna zostać z uczelni wyrzucona, bo zachowywała się rzekomo "transfobicznie". Stock, odrzucając oskarżenia o transfobię, opisała to doświadczenie w rozmowie z mediami jako "surrealistyczny sen pełen lęku”.

„Zachowała się rzekomo transfobicznie”. „Huczne demonstracje”, „wzywano do zwolnienia”.

Dotychczasowe, publicznie sformułowane poglądy profesor Stock w kontekście praw osób transpłciowych to, między innymi:

  • krytyka delegalizacji tortur konwersyjnych: według profesor Stock, dzieci transpłciowe powinny mieć „szansę” być poddane praniu mózgu mającemu na celu zmianę ich tożsamości płciowej;
  • przynależność do szerzącej nienawiść grupy „LGB Alliance”, która udając organizację walczącą o prawa osób LGB (bez T), w rzeczywistości konsekwentnie walczy o maksymalne ograniczenie praw osób transpłciowych;
  • krytyka idei „self ID”, w skrócie Stock uważa, że tożsamość osób transpłciowych musi pozostać zmedyklizowana: powinien być to rodzaj certyfikatu wydawanego po długotrwałej ewaluacji przez lekarzy.

Stock nie została też poddana żadnym formalnym procedurom przez swój uniwersytet.

Gdy zbliżała się premiera jej książki, sama zrezygnowała z pracy, po czym ruszyła w trasę promocyjną swego dzieła, zbudowana w całości na narracji, że jest „uciszana” i „cenzurowana” (o którym to doświadczeniu uciszania swojego głosu mówiła w licznych wywiadach udzielanych w prasie i podcastach).

Kathleen Stock pod butem genderowej opresji
Kathleen Stock pod butem genderowej opresji

Cała rzekoma afera, a także kara dla uniwersytetu, związana była z tym że różne grupy studenckie i akademickie śmiały krytykowały jej poglądy jako transfobiczne.

Według regulatora, który nałożył karę, dopuszczenie do protestów „ogranicza wolność słowa”. Co więcej, od tamtego czasu brytyjski orwellowski system cenzury pod pretekstem obrony wolności słowa został rozbudowany: stworzono procedury, które każdemu, kto chce wystąpić na jakimś brytyjskim uniwersytecie, dają możliwość wnioskowania o ukaranie uczelni, jeśli dojdzie na niej do jakichkolwiek protestów wobec występującego.

Cóż, wbrew marzeniom Tysolca i innych prawicowych zjebków, nie zapowiada się wcale, by kolejne uniwersytety miały być tak łatwo karane za dopuszczanie, by studenci korzystali ze swej wolności słowa.

Przed kilkoma dniami dowiedzieliśmy się, że brytyjski Sąd Najwyższy pozytywnie rozpatrzył odwołanie uniwersytetu w Sussex i unieważnił karę nałożoną przez transfobicznych zamordystów:

Sędzia High Court, pani Justice Lieven, orzekła w środę, czy przy nałożeniu kary zastosowano właściwą procedurę.
Kara została nałożona na uniwersytet w marcu 2025 r. na podstawie polityki Sussex dotyczącej osób trans i niebinarnych, która obejmowała wymóg „pozytywnego przedstawiania osób trans” oraz ostrzegała przed „transfobiczną propagandą”. (...)
Być może najbardziej szkodliwe dla regulatora — którego zadaniem jest nadzorowanie wolności słowa — było to, że sąd podtrzymał także zarzut stronniczości w procesie.
Pani Justice Lieven stwierdziła, że OfS „zamknął się” na wszelkie wnioski inne niż ten, że uniwersytet nie zdołał zapewnić poszanowania wolności słowa.
Uznano również, że regulator przyjął wadliwe podejście do ustalenia, czym jest wolność akademicka. (...)
W ramach dochodzenia, które doprowadziło do nałożenia kary, OfS przesłuchał Stock, ale sąd usłyszał, że nie spotkał się osobiście z nikim z uniwersytetu, mimo próśb ze strony tej instytucji o omówienie zgłaszanych zastrzeżeń.

Z jakiegoś powodu nie można o tym przeczytać w tych samych mediach, które z takim zadowoleniem donosiły o cenzurze nazywanej „obroną wolności słowa”.